Promocje
Kamasutra Kociego Snu
Kamasutra Kociego Snu
44,90 zł 35,00 zł
szt.
Newsletter
Podaj swój adres e-mail, jeżeli chcesz otrzymywać informacje o nowościach i promocjach.
Ambasadorowa - wywiad z Beatą Gołaszewską do Gazety Olsztyńskiej! 0
Ambasadorowa - wywiad z Beatą Gołaszewską do Gazety Olsztyńskiej!

Była żoną litewskiego ambasadora. Doświadczyła przemocy domowej i przeszła piekło z którego udało się jej uciec. Postanowiła o tym mówić głośno. Powstała książka „Ambasadorowa”, w której znalazła się jej historia.

Z Beatą Gołaszewską, bohaterką powieści rozmawia Katarzyna Janków-Mazurkiewicz.

— Pani były mąż czytał książkę?
— Wie o istnieniu książki, o czym poinformował starszego syna. Z pewnością jednak powstrzyma się od komentarzy i jakichkolwiek działań. Myślę, że zdaje sobie sprawę z tego, że zaszkodziłby sobie zakładając mi sprawę o zniesławienie. Na wszystko mam dowody, nic nie jest wyssane z palca.

— Z jakimi komentarzami spotkała się pani ze strony osób z kręgów dyplomatycznych?
— W większości były to głosy uznania. Nawet znajomi z kręgu mojego byłego męża mówili, że bardzo dobrze, że coś zrobiłam, żeby pokazać, że nie ma zgody na stosowanie przemocy. Ludzie zajmujący wysokie stanowiska w dyplomacji powinny wykonywać osoby o nieskazitelnej reputacji.

— Swoją historię opowiedziała pani Edycie Włoszek, dziennikarce. W ten sposób powstała książka „Ambasadorowa”. Jednak nie od razu udało się ją wydać.
— O wydaniu książki rozmawiałyśmy z jednym z dużych wydawnictw. Już cieszyłam się, że książka będzie opublikowana, kiedy wydawnictwo wycofało się w obawie, że mój były mąż założy sprawę o zniesławienie. Wygralibyśmy ją, co potwierdzali nawet adwokaci wydawnictwa, ale ostatecznie wydawca nie chciał kłopotów. Uważam jednak, że nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Tam powstałaby tylko książka. Byłby szum medialny - wywiady w telewizji, o historii rozpisywałyby się tabloidy. Nie udałoby się jednak osiągnąć moich zamierzeń. Moim celem jest pomoc innym kobietom, które tkwią w przemocy i nie potrafią wyrwać się z koszmaru. W książce znalazł się tekst konwencji o zapobieganiu i zwalczaniu przemocy wobec kobiet i przemocy domowej. Są namiary na Centrum Praw Kobiet. Dlatego też na spotkania w całej Polsce jeździ ze mną Agnieszka Domeracka, coach, trener, z którą rozmawiamy m.in. gdzie szukać wsparcia.

— A nie jest tak, że książka i spotkania są również rodzajem pani terapii?
— Mają jak najbardziej działanie terapeutyczne, przyznaję się do tego. Chcę o tym mówić. Mówię o swoich osobistych doświadczeniach, jako osoba, która doświadczyła przemocy. Nie jestem fikcyjną, wymyśloną bohaterką. Kiedyś ktoś dał mi siłę, bym mogła przebyć drogę do wolności. Może dzięki mnie droga kolejnej kobiety będzie choć trochę krótsza.

— Opisała pani bardzo szczegółowo przemoc, której doświadczyła. I rozprawia się ze stereotypem żony i matki, która godzi się na wszystko w imię dobra rodziny. Pani podkreśla - nie ma to zgody.
— Chcę pokazać, że każdy powinien żyć w zgodzie z sobą, a nie z tym, czego oczekuje od nas otoczenie.

— Co w pani przypadku było przełomem, że zaczęła pani o przemocy?
— Odważyłam się dzięki mojej przyjaciółce, Ninie. Zaczęłam z nią rozmawiać na ten temat. I z każdą kolejną rozmową nabierałam odwagi. Nie mówię, że to było łatwe i przyjemne. Oczywiście słyszałam krytyczne komentarze: „po co to robisz? Czy naprawdę chcesz być znana dzięki temu?”. Nie dążę do tego, by być znaną osobą. Nie chcę być celebrytką, ani gwiazdą. Chcę być kobietą, która niesie pomoc, która ma swoją misję. Kiedyś ktoś wyciągnął do mnie pomocną dłoń, tak teraz ja chcę pomagać. Nie oczekuję też dowodów na to, że moje działania odniosły skutek. Najważniejsze, by po spotkaniu z moją historią ktoś miał odwagę zmienić swoje życie.

— Może pani liczyć na wsparcie synów?
— Tak. Po tym, jak powstała książka, spytałam ich o zgodę na publikację. Wiedzą, że są opisani, ale zmienione są ich imiona, miejsca. Każdy z nich otrzymał egzemplarz „Ambasadorowej”. Od razu powiedzieli, że nie przeczytają. Przyznaję, odetchnęłam z ulgą. Myślę, że dziś wiele rzeczy wypierają. A w książce opisuję bardzo trudne sytuacje, m.in. mówię o przemocy seksualnej. Choć akurat te informacje są zawarte w liście, który ojciec napisał do synów. Ten list miałam wręczyć w dniu ich osiemnastych urodzin. Owszem przekażę go, ale kiedy będą dorośli.

— W czasie spotkań padają bardzo osobiste pytania. To trudne doświadczenie?
— Nie. Terapeutycznie zamknęłam rozdział związany z moim byłym mężem. Mam jeszcze kilka nierozwiązanych spraw z matką. Są oczywiście bardzo trudne spotkania. Na jednym z nich był mój brat. Bardzo je przeżyłam. Byłam spięta, nie czułam się komfortowo. Wiedziałam, że wypowiadając każde zdanie muszę być uważna, by nie skrzywdzić mojego brata. Całe życie słyszałam od matki, że muszę o niego dbać. Zostałam zaprogramowana tak, żeby być jego opiekunką. Jest ode mnie młodszy o trzy lata. Jest człowiekiem, ze sporym bagażem doświadczeń. A niektóre spotkania są bardzo emocjonalne. Tak, jak jedne z pierwszych spotkań, które odbyło się na Białołęce. Wszystkie płakałyśmy. Każda kobieta opowiadała swoją historię. I okazało się, za każdą z nich, stoi bardzo trudna historia. Takie doświadczenie pokazuje im, że nie tylko ona była ofiarą przemocy i daje im silę. I żadna z tych kobiet nie oceniała drugiej.

— Zdarza się niestety, że to same kobiety są wrogami innych kobiet.
— Tak. Oczywiście. Wielokrotnie słyszałam od niektórych z nich: „po co się rozwodzisz?”. Przecież masz wspaniałe życie, za granicą. Dzieci chodzą do prywatnych szkół, masz dom, przebywasz w towarzystwie żon prezydentów. O co ci chodzi? Nie musisz pracować. Że mąż cię upokorzył? Nie ma siniaków, nie ma problemu. Tymczasem nie mogłam zarabiać, bo status dyplomaty nie pozwala, by jego żona w czasie pobytu na placówce pracowała zarobkowo. Były mąż wydzielał mi pieniądze. Kiedy byłam „niegrzeczna” zdarzały się sytuacje, kiedy już przy kasie w sklepie okazywało się, że nie mam pieniędzy. Bo mój były mąż wyjął mi z torebki kartę kredytową.

— Co oznaczało, że była pani „niegrzeczna”?
— Wystarczyło naprawdę niewiele. Nie tak uśmiechnęłam się, nie zgodziłam się iść z nim do łóżka, nie zrobiłam czegoś na czas. Zaniedbałam też obowiązek skrupulatnego wypełnienia sprawozdania z całego dnia. W ten sposób „sprawdzał”, czy odpowiednio dbam o dom, dzieci.

— Trzeba było więc ogromnej pracy, by wyjść z tego koszmaru.
— Zaczęłam od warsztatów rodzinnych, w których uczestniczyłam trzy lata. Potem trafiłam na terapię. I nikt nie zakładał, że będzie tak długo trwać. To były spotkania raz w tygodniu. W państwowym ośrodku, już w Polsce.

— Ile lat była pani za granicą?
— Dwanaście. Wracając do Polski wiedziałam, że mam dzieci, którym muszę stworzyć dom. Nigdy nie mieszkali w Polsce. Raz wyrwałam ich z greckiej rzeczywistości, z brytyjskiej prywatnej szkoły, na Litwę, gdzie chodzili do państwowej szkoły. I potem musiałam znów zabrać ich ze znanego im środowiska, tym razem do polskiej szkoły. W Polsce trafili do zwykłej, publicznej szkoły, gdzie nie mogli liczyć na wyjątkowe traktowanie.

— Teraz pani pomaga innym. Co dalej? Jaki są pani plany?
— Wszyscy namawiają mnie na wydanie kolejnej książki, w której tym razem będzie opisane, jak sobie poradziłam. Dzieci są już duże. Kariera nabiera tempa, więc mogę coś zrobić i pomóc innym. I w ten sposób odwdzięczyć się za wsparcie, które otrzymałam.

Komentarze do wpisu (0)

do góry
Sklep jest w trybie podglądu
Pokaż pełną wersję strony
Click Shop | Hosting home.pl